Wielu z was (tych prawdziwych szaleńców, którzy uwielbiają gry ekonomiczne) zapewne słyszało coś o planszówkach z serii 18XX. Najprawdopodobniej, że są to tytuły długie, bardzo skomplikowane i świetne. No i że prawie nikt w nie nie gra. Co byście powiedzieli na szansę wyrobienia sobie o nich zdania, w trakcie 2-godzinnej gry o przyjemnie brzmiącym tytule i krótkiej, miłej dla oka instrukcji? Ja się skusiłem.
O czasie rozgrywki 2 godziny możecie na dobry początek zapomnieć, chyba, że trzaskacie w 18-stki regularnie. W przeciwnym wypadku na pierwszą partię radzę zarezerwować 5 godzin i dobrze przygotować się z zasad, w tym rozwiać niektóre wątpliwości lekturą FAQ. Potem jest już lepiej, przy trzeciej grze udało nam się zejść do 190 minut.
Mówiąc o Poseidonie po prostu trzeba wspomnieć o klimacie, głównie dlatego, że właściwie go nie ma. Z początku śmieszył mnie pomysł gry w kupowanie udziałów i rozwój przedsiębiorstw w starożytnej Grecji. Zdania będą jak zawsze podzielone, ale coś sprawiło, że ten klimat zaczął do mnie jednak przemawiać. Na pewno jest to zasługa ładnych kart okrętów, mapy morza śródziemnego z wieloma historycznymi miastami czy zawarcie w mechanice gry świątyń i kupców. No ale do rzeczy…
Grę zaczynamy z kilkoma setkami drahm i za zadanie mamy oczywiście zwielokrotnić ten kapitał sprawniej niż pozostali gracze. W tym celu zakładamy królestwa (firmy), kupując i „emitując” kupców (udziały). Kupcy pełnią także rolę naszych targowisk w miastach (po prostu wstawiamy ich tam i już zostają). Następnie kupujemy statki i płyniemy przez nasze targowiska na planszy, wypłacając pieniądze udziałowcom za każde odwiedzone. Na koniec gry liczy się ile mamy kasy, przy czym pieniądze królestw zupełnie nas nie interesują. To co zarobiliśmy jest sumą dwóch składowych: wartości posiadanych przez nas kupców (udziałów) oraz zyskiem z królestw (firm) wypłacanym w postaci dywidend w toku gry. Gra jest rozdzielona na dwie fazy: pozyskiwanie (kupowanie) kupców (akcji) i rozwój królestw (firm) czyli kupowanie statków, zakładanie nowych targowisk i generowanie zysków. W pierwszej inwestujemy (wydajemy) pieniądze, w drugiej zarabiamy. Co miłe, gra trwa z góry określoną ilość rund.
A jak to wszystko działa?
Gra jest naprawdę złożona, po pierwszej partii byłem po prostu zagubiony i cieszyłem się, że nie zbankrutowałem. Zasady w Poseidonie mocno się zazębiają i nie sposób opisać wszystkie niuanse, tym bardziej, że niektóre z nich nadal są dla mnie niejasne, a mam za sobą 3 pełne i dwie niepełne rozgrywki. W związku z tym poniżej przedstawiam najważniejsze w moim odczuciu cechy tej gry.
Zacznijmy od Paska prestiżu u góry mapy. Określa on ile kosztuje w danej chwili akcja i nie jest tak rozbudowany jak w innych grach z serii 18XX. Nadal jednak pozwala na ciekawe zagrania, na przykład ustalenie początkowej wartości udziałów na tyle wysokiej by firma wykonywała ruchy jako pierwsza. Wartość udziałów rośnie w miarę jak firma wypłaca zyski, co powoduje, że zainwestowanie w nią na początku gry może dać kolosalny zysk na końcu, wiąże się jednak z pewnym ryzykiem. W Poseidonie nie ma natomiast drapieżności innych 18-stek i ceny udziałów właściwie nie spadają, jedyna sytuacja spadkowa ma miejsce kiedy właściciel sprzeda udziały swojej firmy. Warto również dodać, że osoba z największą ilością akcji nie musi stać się automatycznie nowym właścicielem królestwa, nie ma tu więc sytuacji „obdarowywania” nieuważnych akcjonariuszy firmami w beznadziejnej kondycji.
W grach 18XX akcji danej firmy jest zawsze dokładnie dziewięć, w tym jedna to akcja prezydencka warta 20% udziału w firmie. W Poseidonie jest zupełnie inaczej, gdy zakładamy królestwo ustalamy początkową cenę za jednego kupca oraz ilu kupców będzie można kupić na rynku (min. 5). W typowych grach z serii gracze muszą wykupić połowę akcji, by firma wystartowała czyli mogła zacząć działać. W tej grze wystarczy tylko połowa z tych wystawionych na początku i w dodatku musi ją kupić właściciel. Możemy więc wystawić tanio tylko pięciu kupców, wykupić ich wszystkich przed innymi graczami i mieć gwarancję pełnego dostępu do zysków. Podczas gdy w klasycznych 18-stkach mamy limit udziału na poziomie 60%. Można też wystawić ich wielu, tak by inni gracze pomogli nam sfinansować firmę, bowiem pieniądze za zakupionych kupców idą w całości do kasy firmy. Także zysk z każdego targowiska jest przemnażany przez ilość posiadanych przez nas kupców, w rezultacie dobra trasa na mapie to nie wszystko, ważne jest też ile udziałów w danym królestwie się posiada.
Mapa w Poseidonie jest naprawdę niesymetryczna, w części miejsc wystarczy postawić dosłownie 4 targowiska by nieźle zarabiać, w innych miejscach może to być już 7, w jeszcze innych na naszej drodze staną świątynie, które dopiero za opłatę z pieniędzy Królestwa dadzą nam zysk. Część królestw ma do dyspozycji większą pulę kupców, część nieco mniejszą. Do tego dochodzi blokowanie na planszy, które rzeczywiście działa i powoduje, że firmy startujące później są w gorszej sytuacji. Dlatego też naprawdę warto przemyśleć swoje inwestycje, bo żadna z nich nie jest decyzją oczywistą ani pozorną.
Na początku gry podobnie jak w innych 18-stkach kupujemy sobie karty, które dają nam umiejętność specjalną oraz pewną pulę gotówki co rundę. W Poseidonie nie ma jednak o nie licytacji, kupujemy je po prostu w kolejności za ściśle określoną cenę. Umiejętności na kartach nie są zbyt rozbudowane i raczej nieciekawe, ale urozmaicają grę zachęcając nas do koncentracji na określonej części mapy i określając ilość pieniędzy, które mamy do dyspozycji w pierwszych rundach.
Jak we wszystkich grach z serii 18XX, żonglerka statkami (lub pociągami) to ważna rzecz. Omówmy pokrótce o co w niej chodzi. Każda firma musi mieć statek na koniec swojej rundy, zaś statki po upływie pewnej ilości rund lub gdy gracze kupią odpowiednio nowe jednostki mogą stać się przestarzałe i zostać usunięte z gry. Statki kupujemy po kolei z rynku, po cenach wydrukowanych na kartach. Jeśli dodamy do tego fakt, że zasięg naszych statków to suma zasięgu wszystkich jednostek posiadanych przez naszą firmę, sprawa się komplikuje. Jeśli kupimy tanie statki to mamy duży zasięg, ale szybko nam wypadną z gry. Możemy też kupić drogi statek, wtedy mamy mniejszy zasięg, ale pewniejszy zarobek. Dodatkowo istnieje możliwość sprzedaży statków pomiędzy firmami, jeśli posiadamy dwie firmy mogą one sobie sprzedawać statki za śmiesznie niską cenę, na przykład 1/100 ceny pierwotnej. Jeśli firma nie będzie miała pieniędzy na statek będziemy musieli ją poratować własnym majątkiem, a to może być bardzo bolesne. Jak widać pola do intryg jest tutaj cała masa.
Zagrać nie zagrać?
W Poseidona, można grać na wiele sposobów, wyłącznie inwestować w akcje firm i nie bawić się w zarządzanie, postawić na 2-3 mocne firmy i solidnie je rozwinąć. Wykorzystać jedną z firm jako sposób finansowania drugiej przez sprzedaż statków za pół darmo. Możliwości jest naprawdę dużo, choć trzeba mieć też trochę intuicji przy inwestowaniu w firmy kolegów by na tym zarobić, a nie stracić. Mi ta gra przypadła do gustu bardziej niż 18AL, uważane za idealne wprowadzenie do serii. Przede wszystkim Poseidon jest krótszy, nie czuję natomiast żeby był dużo uboższy. Jest tutaj 8 firm, a więc mało miejsca na planszy. Bardzo niesymetryczna mapa i autentyczna możliwość blokowania także przypadły mi do gustu. Rynek akcji jest okrojony i dużo prostszy, nadal jednak pozwala na podstawowe działania. Prawdziwą ulgą jest natomiast rozsądna ilość reguł napisana w naprawdę przystępny sposób. Na koniec małe ostrzeżenie, w grze jest do wykonania gigantyczna ilość obliczeń, 2 ostatnie rundy to praktycznie tylko żmudne liczenie zysków, kto mądrzej zagrał i wyciśnie więcej pieniędzy z oczywistych ruchów. Pominięcie tego aspektu skróciłoby i uprzyjemniło rozgrywkę. Jeśli wszystko to was nie przeraża i lubicie gry ekonomiczne to spróbujcie. Myślę, że warto.
Jest znacznie, znacznie uboższy. Mój największy zarzut dotyczy mechanizmu „dorzucania” kupców do firm. Gra jest dość krótka i o stałej ilości tur (wyjątek dla 18xx, spotkałem to tylko w Steam over Holland), poza tym przy wstrzymywaniu dywidendy wypłata dla firmy jest stała, niska i zależy tylko od bieżącej fazy. Dlatego firmy jeśli są dobrze prowadzone to w ogóle nie wstrzymują, potem w jednym momencie wszystkie dostają ogromną wypłatę z kupców. I wszystkie hurtowo wykupują pociągi. To zupełnie wypacza sens gier tego typu.
Ale raz na jakiś czas można zagrać ;)
@melee – chyba w końcu nie grałeś w Poseidona? nie spotkałem się z nie wstrzymywaniem wypłat i że wszystkie firmy hurtowo bezproblemowo kupują sobie statki. Raczej jest dokładnie tak jak w 18AL – braki kasy, czajenie się, zbieranie, żonglowanie, ustawianie się zeby dobre statki kupować.
Dwa – z punktu widzenia osoby nie rozsmakowanej w 18xx (czyli np. mojego) to Poseidon i 18AL są kolosalnie podobne. Owszem, jest szereg różnic (zapewne dla konserów 18xx bardzo istotnych) ale dla mnie to detale, bo feeling jest bardzo bardzo podobny. Jeśli spodoba ci się jedna z tych dwóch gier, to i druga też. I na odwrót. W obu z grubsza chodzi o to samo, reszta to kosmetyka (dla nie-speca od 18xx).
Zagrałem. Jeśli dorzucasz 4 handlarzy, firmy są warte ok. 130-170. A zatem dorzucasz jej 500-700 kasy. To zupełnie wystarczy. Ew. raz się wstrzyma. Co ważne, wszystkie dostają te >500 jednocześnie. Chyba, że graliśmy źle, co zawsze się może zdarzyć. Feeling jest może podobny, tak jak przy każdej grze worker placement. Raczej zgodzę się z tym, że jeśli nie podoba ci się jedna, to i druga. Ale jeśli podoba ci się jedna z gier serii, nie oznacza to tego samego w stosunku do innych. Część 18xx lubię mniej, w niektóre nawet nie chciałbym więcej zagrać.
W Poseidon przede wszystkim nie ma budowy torów, dodatkowo szlaki miast-państw są w jakimś zakresie predefiniowane. Kompletnie nie ma zagrożenia brakiem floty (co najwyżej raz nie popłynie, gdy nie zdążymy wydać naszych dużych pieniędzy). Gra cierpi też na ten sam syndrom co Steam over Holland, wiedząc jak wiele tur zostało do końca, wiadomo dokładnie w którym momencie nie opłaca się już kupić lepszej floty. Załamuje to tempo gry w pewnym momencie.
To pewnie albo my 3 razy źle graliśmy albo Ty raz źle. Bo u nas zdecydowanie czajenie się i problemy ze statkami były.
A reszta, to juz detale wypisałeś – tak jak mówiłem ;)
Może Melee grał źle bo mu tłumaczyłem zasady :)
Graliśmy w dwie osoby, więc to też mogło wpłynąć-poza tym dwóch tak wybitnych strategów nie musiało wstrzymywać wypłat.
Możliwe,że starczało kasy bo spadły tylko dwójki-każda firma miała po jednej więc nie było bólu.Poza tym firmy startowały z dużego pułapu więc miały kasę na początku-później dorzucamy kupców i jest kasa po raz drugi.
PPrzemek nie pokusiłeś się o ocenę-nikt inny też nie dopisał, a szkoda
Jeszcze jedna rzecz-graliśmy 2 godziny :)
Fakt,że w dwie osoby,ale zawsze
„(…) zapewne słyszało coś o planszówkach z serii 18XX. Najprawdopodobniej, że są to tytuły długie, bardzo skomplikowane i świetne.”
Uważam szerzenie poglądu o rzekomym skomplikowaniu gier 18xx za szkodliwy. To nie prawda. Istotnie można znaleźć trudniejsze i łatwiejsze tytuły, ale nie wydaje mi się, żeby znacząco odbiegały trudnością od na przykład wielu gier wojennych. Czy choćby AoS i WN z ich wieloma mapami.
Co więcej, gry te mają charakter systemu. Jak się pozna 2-3 typowe tytuły (a czasem nawet choć jeden), to większość pozostałych można przyswoić na podstawie jedynie lektury różnić do „rdzenia”.
„W grach 18XX akcji danej firmy jest zawsze dokładnie dziewięć, w tym jedna to akcja prezydencka warta 20% udziału w firmie.”
Nieprawda. Jest to istotnie najpopularniejszy schemat, szczególnie w grach „dla początkujących”, ale nie jedyny. Na przykład w 1873 mamy układy 2×50%, 5×50% i 10×10% i nie ma certyfikatów „prezydenckich”. Inny popularny model to podział na „major”-y i „minor”-y gdzie „major”-y to właśnie 20%+9×10% a „minor”-y to 40%+3×20%. Jeszcze inny przykład to możliwy CGR w 1856 z podziałem 10%+18×5%.
W istocie niedawno poruszałem na grupie dyskusyjnej 18xx ten temat. Zainteresowani mogą tam (http://games.groups.yahoo.com/group/18xx/message/34385) zerknąć.
„Podczas gdy w klasycznych 18-stkach mamy limit udziału na poziomie 60%.”
Nieprawda. Choćby przytoczona 1873 nie ma limitów w ogóle. Wiele innych gier (jak choćby przytoczona 1856 i klasyczna 1830) ma „kolorową giełdę”, której dolne obszary (zwykle brązowe) znoszą limit 60% własności.
A jak wygląda kolejność w „rundach giełdowych”? Czy też „udziały” kupuje się i sprzedaje zawsze w tej samej kolejności graczy rozpoczynając od tego, kto jako pierwszy rozpoczął finalną serię pasów w poprzedniej rundzie. Tak jest w większości gier 18xx i bardzo tego nie lubię.
gracz startowy przechodzi na kolejną osobę